Menu Zamknij

Recenzcja HTC One V: nowa legenda

Po śmierci (albo śpiączce) modułu odpowiedzialnego za kartę SIM w mojej ukochanej Nokii N900 przyszedł dla mnie czas na trudną decyzję: jaki telefon? Ale nie miał on zastąpić N900, bo to niemożliwe, ale uzupełniać go – być komunikatorem, służyć do przeglądania internetu, ew. posiadać jakieś gry, służyć jako zapasowy notatnik i tyle. No i miał być tani.
Najpierw kilka słów o historri decyzji o wyborze tego telefonu. Na początku moich rozważań pomyślałem: Windows Phone, albo HTC One V – nie jest drogi jak One X, ma ICS’a i sensowne parametry. Gdy zacząłem poszukiwania pod kontem WP moim oczom ukazały się z grubsza 4 modele Nokii: Lumie 610, 710, 800 i 900 oraz pojedyncze sztuki innych producentów: HTC7 Mozart, czy coś od Samsunga. Decyzja bardzo trudna, ale z początku wykluczyłem dość mocno reklamowaną Lumię 610: 256MB RAMu to nawet nie dla mnie za mało, ale sam MS wycofał Skype’a (źródło). Idąc dalej: osiemsetka fajna, acz za droga jak na sprzęt uzupełniający, a jej młodsza siostra – dziewięćsetka: fajniejsza (LTE, ekran, RAM) i jeszcze droższa. Inni producenci tworzylli tylko w pierwszej generacji, czyli z WP 7.0, nie 7.5. Wybór padł na Lumię 710 – rozsądna cena, parametry sensowne. Słowem: komunikator. Ale czekając na ej dostępność natrafiłem na szczęście na stronę opisującą 101 powodów, żeby nie kupić Lumii. Nie chodziło mi o takie detale jak brak natywnego VPNa, automatyczne rozłączanie WiFi przy blokadzie ekranu, brak klawiatury ze Swypem (i brak w ogóle możliwości jej podmiany), brak Flasha, ciekawy „wireless sync”, który aby działać wymaga podpięcia do ładowarki, brak obsługi kart microSD, pojemność dysku do 16GB, czy inne dziwnostki. Chodziło mi o brak możliwości wysyłania plików przez BT, brak menedżera plików, niemożność zadzwonienia pod numer z którego przyszedł SMS, brak wyświetlania czasu nieodebranego połączenia jeśli jest starsze niż doba, zbyt duże czcionki w topicach i inne rzeczy, które czynią z tego OSa coś co jeszcze nie nadaje się do użycia. Może WP Apollo (v8) naprawi te błędy, ale jak na razie brak mu funkcji, które były już w cegłofonach. A szkoda.
Koniec końców wybrałem HTC One V. Z recenzją wstrzymałem się do momentu zakończonego sukcesem zrootowania. Udało się, więc przystępuję do rzeczy.

Pierwsze wrażenie

Tym co dla entuzjasty technologii mobilnych jest oczywiste w pierwszym momecie jest stwierdzenie: HTC sięgnęło po legendę. A konkretnie model Legend. Trudno byłoby zostawiać opis podbródka na potem. Nie posiada trackballa jak Legend, ale nadal pełni kilka ważnych funkcji: sprawia, że telefon jest solidny, pewniej się go trzyma i podczas rozmowy „pasuje” do głowy. Mi szczególnie podbródek przypadł do gustu podczas trzymania telefonu w orientacji poziomej – chwyt kciukiem od wierzchu jest pewny i drugą ręką możemy wykonywać dowolne ruchy na ekranie.
Ogólnie aparat sprawia wrażenie solidnego i eleganckiego: przyciski są stonowane, jeśli można tak powiedzieć o ich dyskretności. Dobre wrażenie robi widoczna diodka stanu, która spełnia swoje zadanie: widać ją. Spodnia klapka z logo beatsaudio zapowiada, że koensrzy dźwięku znajdą coś dla siebie, ale tak do końca nie jest. O tym później.

Konstrukcja, złącza i ekran
Patrząc od góry kolejno widzimy: fragment diody stanu, poniżej głośnik z bardzo ukrytymi sensorami (m.in. jasności), ekran, trzy przyciski dotykowe i podbródek wykonany ze szczotkowanej w poziome pasy blachy.

Dioda może świecić na zielono lub pomarańczowo. Podczas łądowania cały czas na pomarańczowo, jak już skończy się łądować to zmienia kolor na zielony. Miganie w tymże kolorze oznacza jakąś notyfikację, np. niedebrane połączenie, czy mail, zaś gdy prąd się kończy zmienia się jej kolor. Jej umiejscowienie jest perfekcyjne: widać ją z góry, z boku i z tyłu, zaś jasność wystarcza do widoczności w jasny dzień. Niedosyt związany z brakiem wielu kolorów wynoszę z N900: trójkolorowa diodka pozwalała dodatkowo je łączyć i pozwalała tworzyć dowolny układ migania. Ale nie wymagajmy zbyt wiele – to co jest zdecydowanie wystarcza.
Ekran jest bardzo dobry. Co prawda czerni ClearBlack, czy kontrastom AMOLEDów wbudowany IPS nie dorówna, ale jak na komunikator, czy nawet smartfon daje więcej niż dobre efekty. Dzięki zastosowaniu czegoś co producent nazwał Optical Lamination możliwe są kąty widzenia jak w Asusiie TF Prime czyli „widać z boku minus 1 stopień”; technologia sprawia, że ekran pochłania mniej światła, a barwy są żywe. Jego umiejscowienie tuż pod osłoną GorillaGlass powoduje efekt dotykania bezpośednio wyświetlacza; nie dość, że nie nakurzy się to i wizualnie ładniej się prezentuje. Ma to swój minus, którego bym nigdy nie odkrył gdyby nie jedna z recenzji (nie pamiętam która): jak się mocniej naciśnie to powstaje chwilowe odkształcenie. Ale z tym mamy doczynienia w każdym smartfonie. Poza ajfonem. Tam chyba od razu pęka szybka, a użytkownik traci gwarancję za nieprawidłowe użytkowanie ;P

Do przycisków dotykowych nie byłem zbytnio przekonany póki nie znalazł się w moich rękach – miałem okazję testować Lumię 800. Tam przyciski można było łatwo atywować co powodowało niechciane cofnięcia; w WP powoduje to aż zawieszenie aplikacji więc efekt bardzo przykry. W One V takiego problemu nie ma – przyczynia się do tego podbródek i kształt smarftona. Warto chwilę uwagi poświęcić ich ilości. ICS do pracy wymaga (teoretycznie) czterech: wstecz, home, przełącznik aplikacji (ja zwykłem go nazywać Alt+Tab) oraz menu/properties znany z klawiatur pecetów (ten pomiędzy prawym altem a prawym controlem). W tym modelu HTC brakuje tego ostatniego. Zanim zdążymy zadać sobie pytanie „jak dostać się do menu kontekstowego?” system udzieli nam informacji, że wystarczy dłużej przytrzymać przycisk Alt+Tab. Prostota. Zwłaszcza, że ICS wyznacza standard zgodnie z którym deveoperzy powinni w ogóle zapomnieć o tym przycisku. A jak rozwiązano to w One S/V? Obrzydliwy pasek na dole ekranu.

Obróćmy telefon do dołu ekranem.

Na górze widoczna gumowa wstawka z aparatem i diodą LED, swoja drogą dość mocną; można nawet wybrać 3 poziomy jasności we wbudowanej(!) aplikacji producenta.

Z tyłu podbródka klapka pokryta gumą identyczną z tą wokół aparatu. Logo beatsaudio i kratka głośnika. Po jej zdjęciu dzieje się rzecz, którą w każdym innym smartfonie uznalibyśmy za bodziec do odwiedzenia serwisu – momentalnie tracimy jakąkolwiek łączność. To dlatego, że klapka spełnia rolę anteny. Jeśli nie mamy co robić to jest to furtka do podpięcia zewnętrznej anteny WiFi. A zdroworozsądkowo: złącze SIM (normalnie, nie micro – jak dla mnie ogromny plus) oraz microSD.

Krawędzie urządzenia są proste: po lewej przy styku ekranu z podbródkiem złącze microUSB (na 99% wyleci za 2 lata), po prawe regulacja głosności. Od bóry poza wyłącznikiem mini-jack. Nie spełnia on niestety funkcji jak w N900 – nie mozna podpiąć telefonu pod telewizor. Ale przypomnę: to model za 1200-1300zł.

Łączność
Antena GSM nie powala na kolana, ale ma się dobrze. Oczywiście póki nie zasłonimy jej dwoma rękoma: wtedy niemal traci sygnał. WiFi, pomimo, że jest w tym samym miejscu, to zupełne przeciwieństwo – można bez problemu podpiąć się do każdej widocznej sieci, a widzi ich sporo. I nie jest to subiektywne wrażenie użytkownika Asusa TF Prime, który widzi sieci powyżej 3 kresek na laptopie. Bluetooth w wersji 4.0 działa. Co tu dużo mówić. Gdy odczuję potrzebę przetestowania „niebieskiego zęba” wydajności zaktualizuję recenzję.
Tym co zapewnia ICS od siebie jest klient VPN, hotspot WiFi (który swoją drogą działa bardzo ładnie) i obsługa WiFi Direct.

Aparat
Jak na telefon z tej półki cenowej zdjęcia robi dość dobre. Zdarzają się szumy, a nocne ujęcia… cóż. Ale telefon to nie lustrzanka. Ale jest coś co sprawia, ze mnie zachwyca: oddzielny układ odpowiedzialny za robienie zdjęć – HTC ImageChip. Aparat włączymy już w 0,7 sekundy. To robi wrażenie. Seria zdjęć nie do końca zachwyca, ale sprawdzi sie przy zdjeciach obiektów w ruchu lub przy czymś co osobiście nazywam „trybem małpy”: robimy tak dużo zdjęć jak się da, na pewno jakieś wyjdzie.
Nagrania 720p to standard, ale opcja robienia zdjęć w trakcie kręcenia to wybicie się pona tłum.
To co zdecydowanie jest plusem to bezgłośna optyka. Może to wpływ wręcz łomotu podczas zmiany agniskowej kamery w TF Prime, ale tu optyka milczy. I obrazem nie rzuca w trakcie jej zmieniania.
Test na autostradzie ukazał nietypowe oblicze aparatu OneV’a. Kręcenie filmu przy 130km/h jest niemożliwe ze względu na optyke, która nie może złapać ostrości. Natomiast zdjęcia wychodzą cudownie: nie są rozmyte. Jego szybkość potwierdził test zrobienie fotografii znaku drogowego: wyjęcie telefonu z kieszeni, uruchomienie „od zera” aplikacji, fotka i w momencie zapisu na dysk już jestem sporo za znakiem.
Podsumowywując: nie jest to urządzenie do profesjonalnych zdjęć (tablet Asusa jest tu przykładem urządzenia które spełnia to kryterium), nie jest to też aparat przeciętny jak na Androidowy telefon, nie jest słaby, ani nie jest to ajfon robiący czerwone oczy na plaży w słoneczny dzień. Oferowane przez One V 5MPx/HD wystarczy każdemu na fotografie widoczków, portrety ludzi, zdjęcia techniczne i dokumentów, filmiki z eventów lub szpiegowskie nagrywanie.

Dźwięk
Od razu muszę powiedzieć, że nie jest to stuprocentowy telefon z beatsaudio – brakuje sygnowanych słuchawek. Być może to wymóg oszczędności w najtańczym smartfonuie serii One, albo brak ich potrzeby. O ile nie zależy nam na niewiadomo jakim paśmie przenoszenia wystarczą nam fabryczne słuchaweczki będące podstawowym wyposażeniem wszystkich modeli HTC. Poza tym drobnym szczegółem dźwięk stoi na najwyższym poziomie.
Głośnik został umiejscowiony w świetnym miejscu: gdy telefon leży „na plecach” fale dźwiękowe nie mają żadnych przeszkód. Sytuacja jest nieco inna przy trzymaniu w pozycji horyzontalnej np. grając w Angdy Birds nie sposób zasłonić głośnika. Typowe.
Maksymalny poziom głośności jest bardzo wysoki. Natomiast od minimum do maksimum wszystkie tony są wyraźne i żywe. Podbicie beatsaudio na suchawki bardzo dobrze spełnia swoją rolę.
Cały system dźwięku oceniam na 5/5: zadowoli każdego. A 100% miłośników mobilnego dźwięku w najwyższej jakości ma swoje własne słuchawki.

Software
Jeśli ktoś myśli, że telefon za taką cenę nie może być wyposażony dobre oprogramowanie to się myli! 25GB na dwa lata na Dropboxie to bardzo mocny kontrargument. Kolejnym jest PolarisOffice, znany z tabetów Asusa. W 100% obsługuje format MS Office 2003 i dobrze odczytuje MS Office XML (2007+). Ze wszystkich pakietów mobilnych generalnie jest on najlepszy – spora funkcjonalność, przejrzysty interfejs, integracja z usługami chmurowymi to tylko początek listy jego zalet.
Z narzędzi „rozrywkowych” znajdziemy kilka podstawowych, lecz normalnie opłatnych tytułów (np. Block Breaker 3 Deluxe) i pakiet odtwarzacza multimediów: nawet ładny player z funkcją ściągania okładek plus TuneIn Radio.
Natomiast co do softu od Orange. Cóż, po to między innymi był mi root…

Pulpit i interfejs
HTC Sense 4.0 czyni z surowego androida ICS coś pięknego. Intuicyjność przede wszytskim – to hasło najprawdopodobniej przyświecało programistom.
Launcher wydaje się być typowy: 5 pulpitów, stały dock, brak jakichś zachwycających przejść i animacji. Tym co nadaje mu wyjątkowości jest bardzo duży zasób widżetów i dock. Na docku można umieścić 4 aplikacje, lecz niektóre z nich mogą wyświelać liczbę notyfikacji – np. nieodebrane połączenia, SMSy, czy maile. Lista widżetów jest dość długa, wymienię więc tylko te najlepsze. HTCkowski kalendarz, kontakty, poczta, wiadomości oraz lista zadań (szczególnie te w formie sterty kartek) są bardzo estetyczne i wpdają w oko. Nie można pominąć naturalnie zegara HTC – jak zwykle piękny. Ponieważ zakupiłem go u Orange dostałem dodatkow tropchę brandowanego śmiecia. Ale zaskoczenie: jeden widżet jest naprawdę parktyczny. Jest to „Mój telefon (2×2)”. W prosty sposób przekazuje naważniejsze info: stan sieci komórkowej, WiFi, poziom baterii oraz zapełnienia karty pamięci.
Interfejs głównych aplikacji systemowych został nieco zmodyfikowany przez HTC. Tym co od razu rzuca się w oczy są nowe ikonki i animacje. Bardzo praktyczny jest też pomysł kart w niektórych aplikacjach, np. zegar. Dzięki dolnemu paskowi możemy przełączać się między budzikiem, minutnikiem, stoperem i zegarem światowym. Wszytskie karty można włączać wyłączać i zmieniać ich kolejność. Przy okazji wtrącenie związane z zegarem. Tak dobrze przygotowanej, a jednocześnie prostej w obsłudze aplikacji dawno nie widziałem. Na OneV nie ma potrzeby ściągać żadnej zewnętrznej appki tego typu.
Interfejs chodzi nawet płynnie. Oczywiscie gdy przypomnieć sobie, że 1GHz/single-core+512MB utrzymuje ICSa to można stwierdzić, że chodzi cudownie.

Hardware
Ostatnie zdanie poprzedniej sekcji nieco spoileruje ten dział. Ale pisanie na początku recenzji tego świetnego telefonu o jego parametrach byłoby zbrodnią. Nijak się one mają do Tegry trójki na One X, czy dwóch rdzeni na One S. Ale to nie jest telefon dla maniaków mocy i ilości pamięci operacyjnej. To, w co wyposażony został ten smartfon uciągnie aplikacje śrdnio wymagającego użytkownika, a i w gry spokojnie można pograć.
Przestrzeń dyskową można nazwać jedynym zasadniczym minusem. Gdy przeczytać w specyfikacji „4GB” zdaje się, że to mało, ale od biedy starczy. Okazyje się, że producentowi udało się zapchać aż 3GB systemem i aplikacjami, zostawiając 900MB na appki użytkownika i 100MB na jego pliki. To jakiś żart?! Czy czysta przyzwoitość nie nakazała dołożenia do pudełka choćby cztero gigowej microSD? Mówi się trudno i kupuje się własną.
Jeśli chodzi o możliwość podpięcia przez USB to jest dobrze: istnieje możliwość pracy jako zwykły dysk zewnętrzny bez bawienia się w MTP (to funkcja dołożona przez HTC). Poza dostępem do pamięci, który co oczywiste odbiera takowy aplikacjom (jak dla mnie zbyt brutalnie), możemy za pomocą microUSB dokonać synchronizacji w programie HTCsync, używać telefonu jako modemu i… używać komputera jako modemu do telefonu. Nie jest to takie głupie, gdy jesteśmy w miescu bez WiFi, a chcemy zaktualizować aplikacje, czy pobrać sporą grę.


System i rootowanie
Powyższe zdjęcia porównujące recenzowany model z legendarną N900 zapowiadają, że dla systemu nie będzie litości. I rzeczywiście.
Chcąc zrootować telefon niestety trzeba odblokować bootloader. I to na początku odebrało mi zapał do tej czynności. Sporo szukałem, wypróbowałem nawet znany z tabletów Asusa z ICSem SparkyRoot, który działa z One X, ale bezskutecznie. A więc trzeba było odblokować bootloader.
Tym co mnie znacząco zachęciło było wyrażenie may obok void all parts of warranty, zamiast Asusowskiego will. W przypadku Asusa proces ten wiąże się z bezpowrotną utratą gwarancji a nawet licencji na przyszłe aktualizacje. Tu natomiast możemy stracić gwarancję gdy szkody będą wywołane odblokowanym bootloader – tak jak w N900 (no dobra: podobnie).
Sam proces wyjaśniony jest tak łopatologicznie, że bardziej się nie dało, ale OK. Producent straszy, że może się to nie udać na każdym modelu, zwłaszcza tym brandowanym. I faktycznie może. Osobiście stwierdzam, ze na brandowanym przez Orange HTC One V proces się udał. Ale to nie znaczy, że kiedyś czegoś na tym właśnie telefonie nie zepsują. Po odblokowaniu bootloadera wgrywamy moda z podmienionym jednym plikiem i mamy root’a (system pozostaje fabryczny). Instrukcji jest wiele (w tym, po polsku).
Podsumowywując: część fanów korzeni może odstraszyć ten bootloader. Na chwile obezną nie da się tego zrobić inaczej. Ale skoro HTC sam otwiera furtkę, którą przejście z miejsca nas nie potępia to czemu nie skorzystać.
Ciekawostka: procesor można (podono) podkręcić dwukrotnie. Tak jak w N900.
Uwaga praktycfzna: bootloader lepiej odblokować tuż po wyjęciu z pudełka, gdyż wiąże się to ze zczyszczeniem całego smartfona do ustawień fabrycznych (jak mówi propaganda HTC to ze względów bezpieczeństwa…).
Pomimo sporej ilości ROMów na razie zostaję przy stockowym i zbrandowanym. Root chwilowo starczy.

Charakterystyka ekstremalna
Czas na moją ulubioną część recenzji – porównanie z innymi urządzeniami najlepszymi w pewnych kategoriach lub ideałami, które niestety nie istnieją.
1. Łączność:………………………………………………………………………………8/10
WiFi jewst świetne – na poziomie laptopów, BT jest (jakoś ciężko mi go ocenić), 3G/HSDA wzorowo szybkie. Byłoby 10/10, gdyby nie antena sieci komórkowej: nie ma najlepszego sygnału, a zasłonienie ręką antenty zdarzajace się przy mocnym trzymaniu telefonu za podbródek. Szkoda.

2.Wyświetlacz:…………………………………………………………………………..8.5/10
Ekran oceniam jako nawet lepszy od ten z Asusa TF Prime (8/10). Wzorem jest Samsungowski Super AMOLED HD: osiąga najlepsze kontrasty i najżywsze barwy.
Rozdzielczości „tylko” 800×480 (co każdemu wystarczy w telefonie) w porównaniu z HD będącym standardem w wyższej półce cenowej nie nominuje go do takiej noty. To jego kontrasty i GorillaGrass wystająca nieco ponad obudowę i przyklejenie ekranu wprost do niego.

3.Wydajność……………………………………………………………………………..6/10
Ideał: starszy brat OneX. Nie jest to sprzęt do grania w Wiedźmina 2 na maszynie wirtualnej, ale sprzęt codziennego użytku. Plus należy się jednak za fakt, że urządzenie dość dobrze radzi sobie z ICSem przy takich parametrach.

4.Interfejs:…………………………………………………………………………………10/10
To sprawa nieco subiektywna, lecz każdy musi przyznać, że HTC Sense 4 jest świetna nakladką. W mojej ocenie wynik zbliżony do 10 może uzyskać jedynie Windows Phone (ale za ituicyjność, a nie funckjonalność!).

5.Multimedialność:………………………………………………………………………6/10
Żeby to był pełnokwalifikowany odtwarzacz multimediów przydałaby się wyższa rozdzielczość ekranu i drugi głośnik oraz rzecz z rzadka spotykana (choć obecna w smarftfonach z charakterem): odchylana podstawka umożliwiająca jego wygodne umiejscowienie. Innym atutem byłby większy ekran. (Ideał: po prostu tablet ;P).
Jego siła (bo takową ma) leży w beatsaudio, co prawda bez sygnowanych słuchawek, ale z cudownym głośnikiem i korektorem.

6.Aparat/kamera:………………………………………………………………………..7/10
Wzorem jest oczywiście Nokia PureView 808, chociaż do tej pory zadaję sobie pytanie po co komu 41MP w telefonie? Nie lepiej kupić lustrzankę? Ale OK. Aparat z HTC jest przede wszystkim zaskakująco szybki; nadaje się do zdjęć dziennych, przy słabszym oświetleniu zdjęcia nie są idealne.

7.Praca biurowa (aka enterprise):……………………………………………………6/10
Pomimo, że nacisk położono na komunikację telefon nadaje się do użytku przez biznesmena albo po prostu do pracy z dokumentami. To co jest niezmiernie ważne to zainstalowanie Polaris Office’a: nie trzeba praktycznie niczego więcej by mieć mobilne biuro w kieszeni. Do pełnej funkcjonalności tego typu brakuje rozszuwanej klawiatury. W tworzeniu dokumentów wygrywa N900 – klawiatura, dostępność pakietów (DocumentsToGo: jest!, a z otwartych: FreeOffice, Abiword, Gnumeric…). Wygodniejszy byłby oczywiście większy ekran.

8.Komunikacja i internet:………………………………………………………………8/10
Tu zależy co kto woli. Plusy za Flasha dającego się włączyć/wyłączyć (cecha szczególna HTC), dobrą integrację z kontami chatów i sam interfejs aplikacji.

9.Nawigacja:……………………………………………………………………………..5/10
Sama w sobie przeciętna. Ideał to chipotetyczny TF Prime z jego zewnętrznym GPSem łapiącym kilka satelit w środku mieszkania, który miałby dodatkow 3G (a więc i A-GPS).
Wbudowana aplikacja Locations płatna więc minus.

10.Mobilność:……………………………………………………………………………8/10
Rozmiar w sam raz do kieszeni, poza tym wygodnie się trzyma nawet w autobusie i da się go obsłużyć jedną ręką. Bateria jak to bateria.
W trybie czuwania wg. analiz skróconyc powinien pracować 13 dni (nie używać go tyle czasu byłoby zbrodnią).Przy pełnym (ale nie nachalnym, z uwzględnieniem czasu na sen) użytkowaniu starczy na półtora dnia, ale gdy będzie nam służyć nieco rozsądniej (wykorzystanie nie w całodniowej podróży, a w dniu roboczym) to do ładowarki powinniśmy sięgnąć po dwóch dniach. Test ewidentnego rozładowania wykazał żywotność na poziomie 7-8 godzin. Nie ma szaleństw, ale niektóre smartfony muszą być ładowane każdego wieczora (przy podstawowej działalności).

11.Możliwości odblokowywania:……………………………………………………..9.5/10
Ideał (Nokia N900) ma wynik 11/10. Ale i tak wynik nieosiągalny dla innych producentów, uzyskany za sprawą producenckiego odblokowywania bootloadera bez automatycznej utraty gwarancji, czyni z niego urządzenie przyjazne geekom. Jednak urządzenie traci pół punkta za brak opcji zrootowania bez odblokowania bootloadera.

Charakterystyka realna, czyli podsumowanie
Żaden smartfon nie uzyska 9.5 i więcej punktów w każdej z dziedzin – to niemożliwe.
Ale HTC One V pokazał, że nadaje się dla każdego. No poza fanami mocnego grania. Ich odsyłam po urządzenia wyposażonę w Tegrę 3. Spokojnie można go zakwalifikować do universal, every day use device. Jeśli jest coś co go wyróżnia to jest to niewątpliwie ICS w tej półce cenowej, „legendarna” obudowa i przyzwoity ekran.
Oceniając go całościowo jako telefon do codziennego używania daję 9/10. Chodzi o drobne mankamenty: słabe zdjęcia w nocy, mógłby być drugi rdzeń. Poza tym to świetny smartfon.

Generalnie jest to smartfon dla każdego ze świetnym ekranem i ICSem z przystępnej półki cenowej.

Dodaj komentarz